Tak proszę Państwa i to bez dwóch zdań! Musi umrzeć, bo jest schorowana, ospała....poci się jak zwierz! Gruba Berta nigdy nie była ładna i nie będzie....co dzień staje przed lustrem i z udawanym uśmiechem próbuje przekonać samą siebie, że jest szczęśliwa.....co dzień próbuje przekonać cały świat, że grube jest piękne i kochanego ciałka nigdy dość....rozdaje uśmiechy na lewo i prawo.....myśli, że w ten sposób ludzie jej nie skrzywdzą...pomyślą sobie " jaki radosny grubasek" i nie będą próbowali obrażać....mimo tych wszystkich zabiegów "samoprzekonywania" - nigdy nie będzie szczęśliwa.....bo nie może kupić ubrań w swoim rozmiarze....bo idąc do restauracji okazuje się, że nie mieści się w krzesło....bo co raz słyszy pod swoim adresem obelgi.....po całym dniu tej walki wraca do domu i wpada w ramiona swojej najlepszej przyjaciółki - lodówki.....wpycha w siebie wszystko co wpadnie w jej ręce.....gdy już skończy pada do łóżka zmęczona tym obżarstwem....zmęczona i zdołowana - "znowu to zrobiłam".....koniec tej walki! Bez dwóch zdań - gruba Berta musi umrzeć! Musi - żebym ja mogła być naprawdę szczęśliwym człowiekiem :))))
Parę dni temu natknęłam się na wspaniałą książkę autorstwa Pani Agnieszki Czerwińskiej - "Śmierć grubej Berty".
Przeczytałam dopiero 3 rozdziały i jestem zachwycona. Autorka poruszyła we mnie ogromne emocje....doprowadziła mnie do łez. Mam wrażenie, że weszła do mojej głowy i kawałek po kawałku wyciąga moje myśli....uczucia.....jakby pisała po części o mnie.
Dzięki tej książce zaczynam uświadamiać sobie pewne sprawy....między innymi to jak bardzo się okłamywałam przez tyle lat. Krzyczałam całemu światu - "jestem szczęśliwa!"....nie, nie byłam.....bo na każdym kroku napotykałam różne ograniczenia. Nie mogłam tak wielu rzeczy, które są przeznaczone tylko dla szczupłych.....Nie chce tak dłużej żyć. Nikt by nie chciał.
Jeszcze pół roku temu dałabym w PYSK każdemu kto kazałby mi się odchudzić. Bo udawałam, że mi tak jest cudownie żyć.....dorosłam do tego, aby wyznać prawdę samej sobie - wyznałam przed sobą samą, że moje ciało jest chore. A to powoduje coraz większą chorobę mojej duszy....jestem chora na otyłość....i jest to choroba śmiertelna....podstępnie wyniszcza organizm....na szczęście nie jest nieuleczalna! Można z nią wygrać. Koniec z usprawiedliwianiem się i okłamywaniem. Poza zacząć walkę o swoje nowe lepsze życie.
Ja swoją zaczęłam. Za mną 20 kg. Z każdym kolejnym kilogramem dopiero poznaje co to jest szczęście. Długa droga przede mną, ale nie poddam się. Jestem pewna swojej wygranej. Dojdę do celu :)
I tego życzę każdemu grubasowi! Nie okłamujcie się! Przestańcie udawać, że jest ok....otyłość nigdy nie była i nie będzie ok....jest zła.
Kochani moi w górę dupska i do roboty! Grubasy ukryte w nas zasługują na śmierć!

4 komentarze:
Jestem z Pani dumna!!!
Pozdrawiam
Agnieszka Czerwińska
Pewnie, że musi umrzeć!!!
Wszystkie damy radę. Ważne, że uświadomiłyśmy sobie jedną rzecz - otyłość wcale nie jest fajna, modna, a my siebie akceptujemy, bo tak. KONIEC UDAWANIA!
Pozdrawiam i nieustannie trzymam kciuki :)
My kobiety musimy się wspierać. Zapraszam do siebie, też walczę i trzymam kciuki za każdego kto w ogóle podjął wyzwanie. Pozdrawiam.
Pani Agnieszko - dla mnie to zaszczyt, ze zechciała Pani zajrzeć tu :) Dziękuje! i za cala energie jaką przekazuje Pani w swojej książce!
Prześlij komentarz