Dziś, a w zasadzie to juz wczoraj, miałam swoją pierwszą wizytę w centrum odchudzania GacaSystem. To był chyba ten dzień najbardziej krytyczny ze wszystkich.....oczywiście wszyscy pracownicy centrum są naprawdę świetni - uśmiechnięci i bardzo życzliwi - robią wszystko, aby pacjent czuł się normalnie i miło.....
Niestety w obliczu brutalnych faktów, nawet najmilsi konsultanci i trenerzy, nie są w stanie zrobić nic co mogłoby podnieść na duchu....gdy wchodzę na wagę i widzę 150,8 kg! Gdy podczas pomiaru braknie centymetra....to był ten moment w życiu, gdy zrozumiałam, że to jest ostatni moment, aby powiedzieć sobie stop!
Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale dotychczas naprawdę nie zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji. Od urodzenia córeczki zaczęłam tyć....i tak sobie szczęśliwie tkwiłam w tym tyciu....życie biegło sobie swoim rytmem. Ja spełniałam się jako matka, żona i na płaszczyźnie zawodowej. Naprawdę byłam i nadal jestem szczęśliwa ze swojego życia.....po prostu nie zwracałam uwagi na te kilogramy......i pewnie żyłabym tak nadal, dalej tyjąc.....gdyby nie cała akcja z nękaniem mnie......to wtedy po raz pierwszy spojrzałam na siebie z boku.....i zaczęło do mnie docierać.....DOPIERO zaczęłam zauważam swój problem. Dziś ostatecznie dotarło do mnie, że to ten moment!
172 cm wzrostu
150,8 kg
pozostałych wymiarów nie pamiętam....za wszystkie bardzo żałuję.....pokutę dziś otrzymałam....zaczynam sie rozgrzeszać....
Czy nie jest mi wstyd o tym pisać???? JEST - JAK JASNA CHOLERA! I właśnie po to o tym piszę.....nie zamierzam nic ukrywać....patrzcie na mój wstyd ....walkę...a na końcu na moje zwycięstwo!
Mój opiekun, Pan Emil, obiecał, ze to będzie już moja ostatnia próba wyjścia z problemu. Że na końcu tej drogi czeka nas wygrana - docelowa waga 60 kg. Popłynęły łzy....jestem tylko człowiekiem. Czuję.....czasami boli....mimo, iz dostałam od zycia wiele razy mocno po dupie....są sytuacje, gdy wymiekam. I to był ten moment....Wytarłam łzy i usłyszałam, że TO JEST DO POKONANIA I NAM SIĘ UDA.
Plan działania opracowany mam na 14 pierwszych dni. Zaczynam 7 marca. Jadłospis..... cóż nie ma tam hamburgerów i frytek ;) Są za to hektolitry wody! :D Otrzymałam również plan treningowy i juz jestem umówiona na pierwsze zajęcia na siłowni. Dodatkowo zostałam uzbrojona w pakiet kapsułek....wspomagaczy, witaminek, itp.....
No to co? No to jedziemy ;)
3,2,1......AAAAA :D
Będzie git ;-D
5 komentarze:
"kto nie chce szuka powodu, kto chce szuka sposobu" - gratuluję 1 kroku, będę podglądała następne :)
d.
Trzymam kciuki. Też zaczynam....tylko raczej sama
mocno trzymam za Ciebie kciuki :) Kasia, mama Amelki :)
Jestem podobnym przypadkiem, Ciebie ktoś szykanował, mnie kochana rodzina wyklęła, słowa ciotki kierowane do mojej mamy chyba na zawsze zostaną w mojej pamięci: "Marysia, jak mogłaś doprowadzić Basię do takiego stanu, jak ona wygląda?" A przecież to nie mama jest temu winna tylko ja sama! To nie mama po szkole cisnęła we mnie paczki i drożdżówki, to nie mama ukradkiem kupowała lody i zajadała po kryjomu, to nie mama to ja sama to sobie zrobiłam.
Super, że masz takie wsparcie!
ech i zapomniałam tylko dodać, że widocznie musiały się pojawić na naszej drodze życia tacy wstrętni ludzie dzięki, którym otwarły nam się oczy. Ku ich rozczarowaniu należą im się podziękowania :)
Prześlij komentarz